środa, 25 lutego 2009
b
czasami bywa tak, że ciągła linia, prosta droga i przyzwyczajamy się do tego. idziemy sobie wygodnie, mniej więcej wiedząc co nas czeka. mniej więcej wiemy, że wielkie nowości przed nami, ale przygotowujemy się do nich solidnie, każdy nam powtarza, opowiada, ostrzega i coś, co powinno byc nowe, wcale nie jest. reguły jednak nie ma, chyba z wiekiem droga staje się coraz krętsza, coraz mniej można przewidziec i ten natłok, ogrom wszystkiego spada na łeb nagle. to jak chodzenie z cegłą na głowie przez dłuższy czas. czyli dwa miesiące,opcja przyokazyjna 5 tygodni. uczniowie mają tendencje do przenoszenia sprawdzianów, ja bym przeniosła piątek na za tydzień, a przyniosła sobotę, zimę przeniosłabym w pizdu a przyniosła wiosnę. świeżą, ciepłą, niekoniecznie słoneczną, żeby troche optymizmu wpadło w powietrze. i wtedy zachciałoby się oddychac, skakac, znosic ciężar swojej głowy i zbliżających się nowości. a tak? tako to nawet mrs z histy nie ma tabletek w torbie. no apap, no ulga. ciśnie ciśnie mnie ciśnienie
poniedziałek, 23 lutego 2009
szukam kursu radzenia sobie z czyjąś nieprzychylnością, nieuzasadnioną wrogością. szukam kursu budowania muru, przesiąkam wszystkim, co do mnie dociera i czuję, że to przesada. brak brak brak- mi cierpliwości, bo gdy już druga dwójka nie nadjeżdża, to tragedia. i ból głowy, i złośc. wszystko. pragnę wierzyc, że czwartkowa pogoda będzie początkiem rzezi dla każdego białego, pieprzonego płatka hadwao na ziemi. bycie maszyną, która w zawrotnym tempie pokonuje długie dystansy wiedzy jak narazie mnie śmieszy, 'zesrac się a nie dac się', co z tego że każda sunia z dziennikiem wkurwia niemiłosiernie (koiot i tak cie nie wyjebio, chłopie), yebay muzyczną- maturzysta mający dwa miesiące do egzaminów ma takie prawo. a jak ktoś powie że nie-trudno, yebay yebay.
zasypiam wciąż z fever ray, trzema kołdrami, poduszką i podmuchem świeżego powietrza z nieszczelnych drzwi. extra.
na portalach internetowych typu pudelek.pl można zabawic się w 'czyje to nogi?', 'czyja to torebka?'. zabawa: czyj to łep?

hihi, nie wyobrażałam sobie Ciebie takkkk.
niesamowitości mnie ogarniają poza tym, mnóstwo dobrych wspomnień i powracają coraz częściej. ktoś jest dla mnie wyjątkiem od reguły, pierwszą i ostatnią myślą, pamięcią prawie pełną, jestem cała w pełni z kimś kimś daleko, dalej, blisko obok.
i choc od gimnazjum nie urosłam, od pierwszej klasy zajmuje coraz mniej miejsca na tym padole (ojapierdole), choc ciśnienie mam za wysokie to czuję, że się cieszę, że mam z czego się cieszyc.
no to czesc.
zasypiam wciąż z fever ray, trzema kołdrami, poduszką i podmuchem świeżego powietrza z nieszczelnych drzwi. extra.
na portalach internetowych typu pudelek.pl można zabawic się w 'czyje to nogi?', 'czyja to torebka?'. zabawa: czyj to łep?
hihi, nie wyobrażałam sobie Ciebie takkkk.
niesamowitości mnie ogarniają poza tym, mnóstwo dobrych wspomnień i powracają coraz częściej. ktoś jest dla mnie wyjątkiem od reguły, pierwszą i ostatnią myślą, pamięcią prawie pełną, jestem cała w pełni z kimś kimś daleko, dalej, blisko obok.
i choc od gimnazjum nie urosłam, od pierwszej klasy zajmuje coraz mniej miejsca na tym padole (ojapierdole), choc ciśnienie mam za wysokie to czuję, że się cieszę, że mam z czego się cieszyc.
no to czesc.
sobota, 21 lutego 2009
I'm a woman, you're a machine
wyczuwam siebie samą całkiem dobrze. siadam na materacu, obok leży stos książek. lektury, grube rury, vademecum gegra, zbiory i zbiorki zadań, repetytki z ang. prawie pełna mobilizacja, licznik dni do matury mało mnie obchodzi i cały czas wierzę, że jeszcze zdążę się czegoś nauczyc. na weekend czekałam, nie powiem, na chwile spokoju i na choc jedną wyspaną do końca noc. i cały czas do przodu, cały czas dążenie do czegoś, ale do czego (?) nie wiem. może do maja, do 13 po południu gdy procenty wypełnią każdy zakamarek mnie opuchnięty stresogennym powietrzem. dużo myślę o wiośnie i lecie, jasna cholera to tylko marzec kwiecień i jesteśmy wolni ;o czasem myślę też co z nami będzie? ale no co, wszystkie drzwi świata stoją otworem! życzyłoby się mi aby śnieg już zniknął, na nic potrzebny i już wkurwiający mocno.
sobota, na głowie robota, zerowa ochota

chyba nigdy jeszcze nie czułam tak mocno słowa teraz.
ej,"kiedy ślub?"
sobota, na głowie robota, zerowa ochota
chyba nigdy jeszcze nie czułam tak mocno słowa teraz.
ej,"kiedy ślub?"
piątek, 6 lutego 2009
wtorek, 3 lutego 2009
d z i w n i e, zastrzyk zupełnej odmienności, łyk innego smaku, wszędobylski dym i zapach palonych objawów racjonalności. nieracjonalnie, niemądrze i nierozsądnie napełniłam się całą gamą kolorów, pełno tam próżności, ciekawości, fascynacji i uniesień, ciągła myśl: więcej więcej więcej. nie wiem czy to upadek, który ciągle trwa, czy to wzlot ponad ziemię. nagle wszystko staje się możliwe, wymarzone obrazy rzeczywistością, jedno tak, jeden krok i będziesz w niebie. zgrzyta we mnie dawne postanowienie z nowym doświadczeniem. życie jest pełne pokus, zła/dobra pokusa, ale przecież człowiek chciałby byc szczęśliwy, prawda? nie wiem nie wiem, w sumie w głowie mam debilną pustkę i nawet z tym nie walczę, nie staram się. nadchodzą ciężkie dni, uderzanie się w twarz już nic nie daje. obrosłam od środka i teraz nie myśle jak myślałam i nie jestem jak byłam. tak naprawdę nie możemy sobie ufac bezgranicznie, bo chwilami zaufanie gubi droge w całej ludzkiej zawiłości, jakiej doświadczamy. nie wiem jak ze mną wytrzymasz, naprawdę niee wieem
Subskrybuj:
Posty (Atom)